Żółta kartka „pseudoreformatorom” szkół w naszej gminie…

Sporo ostatnio odbieram telefonów dotyczących „reformy” oświaty w naszej gminie. Dzwonią do mnie nie tylko pełni niepokoju rodzice, do niedawna jeszcze moi uczniowie. Otrzymuję także zapytania na portalu społecznościowym o szkoły filialne, które są obecnie tematem numer JEDEN w gminie.

Miło jest rozmawiać z osobami, które po latach zwracają się do mnie  i chcą usłyszeć w tej kwestii moje zdanie. Nie mogłam udzielać pełnych informacji  nie znając tematu, więc byłam powściągliwa w swoich wypowiedziach -  ale do czasu.

Do zajęcia stanowiska na blogu sprowokowała mnie zwłaszcza jedna osobliwa  rozmowa przez telefon.

Pewna Pani zwróciła moją uwagę na ważną kwestię: jak mogłam udzielić poparcia osobie, która jednym ruchem likwiduje to, co ja pieczołowicie tworzyłam od wielu lat?

Moja odpowiedź była krótka. To, że poparłam obecnego burmistrza to moja prywatna sprawa i do końca byłam zwolennikiem zmian – w końcu po to wystartowałam w wyborach by zmienić układ panujący od 20 – tu lat.

Natomiast  w żadnych kwestiach, a zwłaszcza oświaty nie jestem niczyim doradcą i nie mam z tym nic wspólnego bo i takie głosy do mnie docierały.  Definitywnie odcinam się od wszystkiego co ma miejsce obecnie w gminie, bo to nie mój folwark.

A prawo w kwestii przekształcania szkół jest jednoznaczne i ustawa o systemie oświaty jasno to precyzuje.

Czynność tworzenia filii jest możliwa do przeprowadzenia, lecz nie może być nazwana przekształceniem, ale likwidacją dotychczasowych szkół. Należy bowiem zauważyć, że z przekształceniem, o którym mowa w art. 59 ust. 6 ustawy o systemie oświaty mamy do czynienia wtedy, gdy jeden typ szkoły zmieniamy w inny. Tymczasem w naszej gminie kończymy byt prawny kilku szkół (Kruszewo, Złotoria i wygaszanie liceum w Choroszczy), które są jednostkami budżetowymi – zamiast więc kilku jednostek, chcemy w to miejsce uzyskać jedną, za to z bardziej rozbudowaną strukturą. Tego działania nie da się przeprowadzić poprzez  „włączenie” szkół mniejszych do szkoły większej, bowiem dla zakończenia ich funkcjonowania jako odrębnych jednostek należy je zlikwidować zgodnie z wymogami art. 59 ust.1 ustawy o systemie oświaty. Przepis ten jest zresztą stosowany odpowiednio również przy przekształceniu.

Tak więc likwidujemy szkoły, które mają być filiami szkoły większej, z końcem roku szkolnego, po zapewnieniu przez organ prowadzący uczniom możliwości kontynuowania nauki w innej szkole publicznej tego samego typu. W tym wypadku miejscem, w którym będzie kontynuowana nauka będzie ten sam budynek, lecz z prawnego punktu widzenia traktowany już nie jako odrębna placówka, lecz filia szkoły, przykładowo nazwijmy ją „A”. Jeżeli więc likwidujemy szkołę „B”, to zapewniamy możliwość kontynuowania nauki w szkole „A”, która będzie od nowego roku prowadzić filię. Z punktu widzenia uczniów technicznie nic się nie zmienia, bo uczą się w tym samym budynku, lecz jednocześnie już w filii innej szkoły.

Pamiętać przy tym należy, że zgodnie z art. 59 ust. 1 u.s.o. organ prowadzący jest obowiązany, co najmniej na 6 miesięcy przed terminem likwidacji, zawiadomić o zamiarze likwidacji szkoły: rodziców uczniów, właściwego kuratora oświaty oraz organ wykonawczy jednostki samorządu terytorialnego właściwej do prowadzenia szkół danego typu.

Szkoda tylko, że najpierw się podejmuje uchwałę, zamiast wcześniej przeprowadzić rozmowy z rodzicami, przedstawić zyski, szanse i zagrożenia. Problemy wychowawcze szkoły podstawowej, a problemy wychowawcze gimnazjum to dwa różne światy – to chyba jedno z największych  zagrożeń. Może to odpowiedni czas, by zacząć myśleć perspektywicznie o oświacie w naszej gminie…demografia jest nieubłagalna, po każdym niżu następuje wyż i co dalej?

Utworzenie liceum miało m. in. podnieść rangę naszej „zapyziałej” gminy, była to pewnego rodzaju nobilitacja. Kiedy namówiłam syna, by po ukończeniu gimnazjum został w liceum, to ten rocznik liczył 25 uczniów. Ale skoro nauczyciele uczący zarówno w gimnazjum, jak i w szkole podstawowej wysyłali swoje dzieci do szkół w Białymstoku to nie dziwi fakt, że mało kto decydował się na pozostanie w Choroszczy – skojarzenia nasuwają się same. Warto zaznaczyć, że zdawalność matury była bardzo wysoka. Dużo można by pisać na ten temat … pewnie kiedyś jeszcze do tego tematu wrócę.

Gorzej jest z interpretacją prawa (zwłaszcza za poprzedniej władzy) co trenuję na sobie już od czterech lat. Tak się składa, że dzisiaj jestem po kolejnej sprawie w sądzie. Muszę przyznać, że miło było spotkać swoich oprawców po czterech latach. Widok jeszcze przyjemniejszy, gdy były burmistrz dał w długą i skrył się w kiblu by mnie uniknąć, a „rewizor AW” nawet dzień dobry nie powiedział po tylu latach znajomości . Pisałam kiedyś o małych ludziach na wielkich stołkach, a dziś tylko się w tym utwierdziłam.

Jeszcze przyjemniej było słuchać zeznań specjalisty od oświaty w naszej gminie. W zasadzie zeznania znikome, bo Andrzeja W. dopadła głęboka amnezja. Stwierdził, że nic nie pamięta sprzed roku, a co dopiero sprzed czterech lat … jeżeli to jest doradca burmistrza do spraw oświaty to tylko mogę wszystkim zainteresowanym tym tematem współczuć.

Drodzy Rodzice i uczniowie dziękuję za okazywane zaufanie i trzymam za Was kciuki.

0 Responses to “Żółta kartka „pseudoreformatorom” szkół w naszej gminie…”


Comments are currently closed.